HALINÓW, DĘBE WIELKIE, SULEJÓWEK. MAZOWSZE. Wszyscy dla Lenki

0
Leszek Gelo z Długiej Szlacheckiej (gm. Halinów) na krwiodawstwie zęby zjadł, by tak rzec, a mimo to zdecydował się dla Lenki debiutować! Tak! Bo to była jego 35. akcja krwiodawcza, ale po raz pierwszy oddał płytki! I to podwójną dawkę (270 ml), a teraz już mocno się zaangażował w propagowanie akcji dla Lenki (fot. ew)

Lenka zachorowała na dwie choroby nowotworowe krwi. Niezbędne są jej częste transfuzje płytek krwi. Kiedy więc lekarze powiedzieli rodzicom, że płytek odpowiednich dla Leny w Warszawie brakuje, sprawa wyglądała poważnie. Na szczęście Lenkę otaczają ludzie o wielkich sercach. Już następnego dnia warszawska stacja krwiodawcza na Saskiej pękała w szwach.

Lenka ma 9 lat i jest mądrą, kontaktową, rezolutną dziewczynką. A poza tym moją bratanicą, więc trudno mi w tej relacji zachować sprawozdawczy ton. Świat Lenki zmienił się gwałtownie 14 marca. Rano miała zrobione standardowe badanie krwi, a już wieczorem znalazła się w szpitalu na Żwirki i Wigury. Od tamtej pory dzielnie poddaje się leczeniu. Regularnie też ma przetaczane płytki krwi. Do tej pory nie było z tym problemu, ale przyszły wakacje…

Takiej akcji jeszcze nie było

To była akcja błyskawiczna. W czwartek 5 lipca po południu pojawił się apel rodziców Lenki o krew dla niej, a już następnego dnia odbyła się akcja krwiodawcza. Pośpiech był spowodowany dramatycznie brzmiącą informacją od lekarzy, że w Warszawie brakuje świeżych płytek krwi dla Lenki, dziecko dostaje właśnie ostatnią paczkę, a użycie takich z „zamrażarki” medycy w jej wypadku uznają za mało skuteczne. Płytki były więc potrzebne „na już”. Dlatego celowo ograniczyliśmy apel do grup krwi niezbędnych dla Lenki, czyli B+ albo ew. 0-.

I stał się cud! W piątek stacja krwiodawstwa na Saskiej w Warszawie pękała w szwach. Pierwsi krwiodawcy byli na miejscu już przed godz. 7 rano. Wyraźną większość oddających krew lub płytki stanowili dawcy dla Lenki. Przy okienku rejestracji można było usłyszeć taką rozmowę:
– Ja chciałbym oddać krew dla konkretnej osoby – mówi nieśmiało mężczyzna.
– Dla Lenki? – rejestratorka na to.
– Tak, dla Lenki – mężczyzna wyraźnie zdziwiony.
– Wszyscy dla Lenki – kwituje rejestratorka.

Takich tłumów nikt się nie spodziewał – przecież prośba dotyczyła dość ograniczonej grupy ludzi – tylko tych z grupami krwi B+ i 0-, więc zdawaliśmy sobie sprawę, że to będzie poważna bariera. Poza tym jako jedyne miejsce zostało wskazane Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Warszawie (ul. Saska 63/75) – jedyne, w którym w wakacje pobierane są płytki.

A tu… kilkadziesiąt osób! Stale zajęte było 9 stanowisk do oddawania płytek i 6 do oddawania krwi pełnej. Panie z rejestracji nie mogły się doliczyć, ale ostatecznie wyszło, że do godz. 14 w piątek miały zgłoszone 82 osoby, które chciały oddać Lence jakby nie było część siebie. Ostatecznie okazało się, że 30 z nich nie zostało dopuszczonych choćby z powodu przysłowiowego kataru. Finalnie więc 52 osoby spędziły trochę czasu na zielonych fotelach, oddając bądź krew pełną (ta grupa stanowiła większość), bądź odfiltrowane z krwi płytki (całkiem sporo było takich osób, choć tu wymagania, które trzeba spełnić, są jeszcze bardziej wyśrubowane niż przy „całej” krwi). Notabene ci, którzy oddali pełną krew dla Lenki, powinni wiedzieć, że z niej też stacja odzyskuje płytki – z pięciu porcji pobranej krwi „robi się” jedną porcję płytek.

– Takiej akcji jeszcze u nas nie było – mówią lekarze na Saskiej.
A kiedy rodzice i siostra Lenki po godz. 11 dojeżdżają do niej do szpitala, słyszą, że akcja przerosła oczekiwania i że płytek dla Lenki na najbliższe dni nie zabraknie.

Tylu bohaterów!

Nie wiem, jak mogę podziękować za to dobro, które się stało. Mam tylko nadzieję, że ono rzeczywiście wróci do tych wszystkich wspaniałych ludzi, którzy poświęcili pół dnia, żeby oddać dla Lenki krew. Dla mnie jesteście bohaterami!

W piątek było gorąco. I bez oddawania krwi łatwo było o odwodnienie, a co dopiero gdy ktoś zdecydował się na krwiodawstwo. Zdarzały się omdlenia. Poza tym z powodu wielu chętnych standardowy czas oddawania płytek (1,5-2 godz., licząc z czynnościami przygotowawczymi) wydłużał się do kilku godzin. Trzeba było bowiem czekać w bardzo długich kolejkach – do rejestracji, do badania krwi i lekarskiego, do oddania krwi/płytek.

A mimo to – widziałam zmęczenie, ale nie widziałam ludzi niezadowolonych, nie słyszałam narzekań. Przeciwnie – słyszałam, że owszem, to męczące i niespodziewane, ale w takim celu warto. Naprawdę takie były reakcje!

Chciałabym pokazać przynajmniej niektórych z tych pięknych ludzi. Na Saskiej byłam około 5,5 godz. – od ok. 9.30 do 15. Nie widziałam kolejek, które tworzyły się wcześniej (już od godz. 7), a nawet w czasie mojego pobytu w stacji krwiodawstwa nie wszędzie mogłam być jednocześnie, nie wszystkich widziałam, nie ze wszystkimi rozmawiałam. To tylko malutki fragment.

Daniel Kamiński oddał płytki dla Leny już w czwartek 5 lipca. Gdy tylko pojawił się post na FB, wsiadł na motocykl i popędził na Saską.

Erazm Domański – prezes Towarzystwa Przyjaciół Legionowa – jest honorowym krwiodawcą. Tym razem oddał krew dla Lenki.
– Tydzień wcześniej (można oddawać co 2 miesiące), ale się zgodzili – mówi zadowolony.

Magda Celej z Halinowa oddawała krew po raz pierwszy i udało jej się przekonać „komisję egzaminacyjną”, żeby pozwoliła jej od razu za pierwszym razem oddać płytki. Powiedzieli, że to będzie jej pierwszy i ostatni raz.
– Ubłagałam, udało się ten jeden jedyny raz, bo mam za słabe żyły – uśmiecha się tylko.
A potem okazało się, że to nie był koniec przygód Magdy, bo miała jeszcze uczulenie, prawdopodobnie na środki dezynfekujące ze zrozumiałych względów używane obficie w stacji krwiodawstwa.
– Dostałam wapno i już jest wszystko w porządku – powiedziała, wychodząc po kilku godzinach spędzonych na Saskiej.

Leszek Gelo z Długiej Szlacheckiej (gm. Halinów) na krwiodawstwie zęby zjadł, by tak rzec, a
mimo to zdecydował się dla Lenki debiutować – to była jego 35. akcja krwiodawcza, ale po raz pierwszy oddał płytki. To od niego jako pierwszego usłyszałam, że odda podwójną porcję. Byłam przekonana, że mnie nabiera, i odpowiedziałam, że co się ma ograniczać, niech od razu odda potrójną. Okazało się jednak, że to żart nie na miejscu, bo Leszek rzeczywiście ma tak dobre wyniki płytkowe, że może oddać 270 ml i zrobił to.
– Mimo wieku mam dobry stan techniczny – skomentował tylko. – Na szczęście „pozytywnych wariatów” nie brakuje – dodał później, podsumowując akcję.

Poza sąsiadami, znajomymi i znajomymi znajomych było mnóstwo ludzi, którzy nie znają Lenki ani jej rodziców – zobaczyli apel na FB albo przesłany mailem i od razu zareagowali.
– To była spontaniczna sytuacja. Przyszedłem dziś do pracy, zobaczyłem mail, przyszedłem oddać płytki – mówi o tym jak o czymś oczywistym Arkadiusz Maciocha, który jest honorowym krwiodawcą, ale płytki oddał po raz pierwszy.

Byli też tacy, którzy bardzo pomogli w inny sposób – współorganizując piątkową akcję, przywożąc samochodami krwiodawców. Wiem o kilku takich osobach, a na pewno było ich dużo więcej – Ania Piotrkowicz, która sprowadziła na Saską „desant” z Urzędu Gminy Dębe Wielkie, a dotarła z wieścią o akcji aż do Węgrowa, Ela Pietroń, Arek Kuśmierowski, Adam Góras, Agnieszka Woźnicka… Dziękuję! I jeszcze setki ludzi, którzy przekazywali apel o krew.
Czy to nie jest wspaniałe? Ta akcja to sukces wszystkich uczestników.

Był sprint, potrzebny maraton

Co dalej? Świeże płytki krwi są Lence potrzebne permanentnie. Świeże są przez 4 do 5 dni. Potrzebna jest więc teraz akcja… długodystansowa – na trochę innych zasadach.

1. Wciąż dla Leny najlepsza jest grupa krwi BRh+ lub ew. 0Rh- (szczególnie płytki), ale można oddawać też inne i dedykować je dla Lenki, informując że są „na wymianę”.

2. Jeżeli ktoś oddaje krew nie w stacji krwiodawstwa (RCKiK) na ul. Saskiej, to powinien podać następujące dane: Samodzielny Publiczny Dziecięcy Szpital Kliniczny 02-091 Warszawa ul. Żwirki i Wigury 63A dla LENKI WOŹNICKIEJ.

Eliza Woźnicka-Nowińska
LOKALNA nr 28-29 (744-745), wt. 10 lipca 2018

PODZIĘKOWANIE
Z całego serca dziękujemy wszystkim, którzy usłyszeli wołanie o pomoc dla naszej Lenusi. Rodzinie bliższej i dalszej, przyjaciołom, kolegom ze szkół minionych, dyrekcji, nauczycielom i rodzicom ze szkoły Lenki, sąsiadom bliższym i dalszym, przyjaciołom naszych córek, pracodawcom teraźniejszym i byłym, współpracownikom, wielokrotnym dawcom, urzędom gmin, klubom sportowym, strażakom oraz wielu innym nieznanym nam ludziom dobrego serca – wszystkim, którzy zaangażowali się w pomoc Lence. Jesteśmy zdumieni i głęboko poruszeni, jak ogromny otrzymała ona dar bezinteresownej pomocy.
Za jakiś czas Lenusia też Wam podziękuje.
Rodzice Lenki

 

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ