„Kalendarze” Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk (fragm. 1)

0
Ulica Warszawska w Mińsku Mazowieckim, koniec lat 50. XX wieku. Zdjęcie z archiwum rodzinnego Autorki

Aby zrobić zakupy, należało najpierw przejść przez ruchliwą ulicę Warszawską. Stare zdjęcia pokazują, że w tych czasach jezdnię tworzą trzy pasy. Pośrodku jest gładka, wyłożona bazaltowymi czarnymi kostkami, po bokach zaś ma dwa szerokie pobocza utwardzone kamieniami, które wtedy nazywało się kocimi łbami. Tędy poruszają się furmanki, środek jest zarezerwowany dla samochodów i na zdjęciach niemal całkiem pusty. Jezdnia w odróżnieniu od kocich łbów jest idealnie równa, ale też straszliwie śliska. Kiedy popadał deszcz, dochodziło z tego powodu do wypadków i stłuczek. Na Warszawskiej trzeba jednak uważać, czy zza zakrętu przypadkiem nie nadjeżdża jakieś auto lub furmanka. Czasami dziewczynka musi trochę poczekać na wolną drogę, ale może do woli przypatrywać się swemu miastu, które jest dla niej na razie całym światem. Teraz ten świat rozciąga się między leżącą na wschodzie Barczącą a przedszkolem i między cmentarzem na północy a Szkołą Podstawową nr 4, miejscem pracy mamy, na południu. Z każdym rokiem będzie się trochę powiększał, zagarnie czterdziestokilometrową połać ziemi przy pierwszej świadomej podróży do Warszawy. Później rozciągnie się nieco na wschód podczas wyjazdów do dalszej rodziny aż do Piaseczna czy Małej Wsi. Każda podróż, każda wycieczka, będą jak wojenne podbijanie terytoriów i rozszerzą w głowie dziewczynki mapę jej małego świata.
Jako sześciolatka niemal nigdzie jeszcze nie była. Nie wie, że są miasta większe, piękniejsze, bardziej zadbane. Nie wie, że widoki, które się zapiszą w jej pamięci, będzie odnosić do wszystkich innych miast i niewiele zdoła im sprostać. Jednak to nie wyjątkowość miasta jest tego przyczyną, tylko czułość i opieka rodziców. Dziewczynka jest szczęśliwa. Szczęśliwe dzieciństwo to najlepsze wiano na dorosłe życie. Wyposaża w ufność, odwagę, ciekawość świata, pewność, że ludzie są z natury dobrzy, i przekonanie, że warto im pomagać, niczego nie żądając w zamian. Chciałaby, aby jej dzieci mogły to kiedyś powiedzieć o swoim domu rodzinnym.
(Małgorzata Gutowska-Adamczyk „Kalendarze”, fragment)

LOKALNA nr 1 (615), wt. 5 stycznia 2016

inne fragmenty „Kalendarzy”
rozmowa Lokalnej z Małgorzatą Gutowską-Adamczyk

BRAK KOMENTARZY

ZOSTAW ODPOWIEDŹ